Adres e-mail:

Wydanie:

Wróćmy do kwietniowych wydarzeń, kiedy to starosta Mirosław Mantaj wystąpił z wnioskiem o odwołanie Bogusława Mikity, swojego zastępcy, a prezesa waszego Stowarzyszenia „Porozumienie Samorządowe”. Czy było to zaskoczenie?

Zaskoczenie to mało powiedziane, to był szok! O wniosku o odwołanie wicestarosty dowiedzieliśmy się z porządku obrad sesji i był to ruch dla nas nie do uwierzenia. Dotąd, jako klub koalicyjny, byliśmy informowani o wszystkich zamierzeniach, a zakładane posunięcia PO były z nami omawianie, czy to podczas prac w komisjach, czy przy innych okazjach. Nawet, jeśli były to sprawy personalne, jak na przykład problem radnego Jasińskiego, rozmawialiśmy na te tematy wspólnie. Tymczasem o tym, że ma być odwołany wicestarosta, który jednocześnie jest prezesem naszego Stowarzyszenia, dowiedzieliśmy się przed sesją. I chyba o to mamy największy żal.

A pana co najbardziej zabolało?

Dla mnie najtrudniejsze do zniesienia było to, że razem z radnym Marianem Martenką jesteśmy w koalicji z Platformą Obywatelską jedenasty rok. Byliśmy z nimi w różnych konfiguracjach: czy to w koalicji rządzącej, czy też w opozycji, ale zawsze razem. I po tylu latach dostaliśmy cios! To tak, jakby nastąpił rozwód. I to nie za porozumieniem stron, kiedy ludzie dogadują się, że dalej razem im nie po drodze, ale z winy jednej strony, w tym przypadku – jasno trzeba to powiedzieć – Platformy Obywatelskiej, bo to ona nie dotrzymała warunków umowy koalicyjnej. Umowa jasno stanowiła bowiem, że wicestarostę desygnuje Porozumienie Samorządowe, które na to stanowisko wybrało pana Bogusława Mikitę.

W tej sytuacji utworzyliście własny klub w Radzie Powiatu: Stowarzyszenie „Porozumienie Samorządowe”, którego pan został przewodniczącym...

Przed pamiętną sesją w kwietniu złożyliśmy wniosek o utworzenie klubu, pod którym podpisało się wówczas jeszcze naszych sześciu radnych; także pan Sulima i oczywiście Grzegorz Wądołowski. Później Kazimierz Sulima, który przyjął ofertę PO, został z Porozumienia wykluczony, ale Grzegorz Wądołowski nadal był naszym członkiem. Dopiero dwa dni przed czerwcową sesją, przewodniczący Rady Powiatu powiedział mi, że Wądołowski wpisany jest także na listę klubu PO. Zadzwoniłem do Grzegorza i okazało się, że to prawda. Powiedziałem, że musi zadeklarować, gdzie chce pracować, bo koalicji już nie ma i w radzie powiatu działają cztery niezależne kluby: PO, SLD, PSL i Porozumienie Samorządowe. Po tym telefonie, przyniósł do sekretariatu pismo, że rezygnuje z członkostwa w Porozumieniu Samorządowym.

W ten sposób zostaliście w Radzie Powiatu we czwórkę. Czujecie się osłabieni, czy oczyściliście szeregi i macie czas, żeby przegrupować się przed wyborami?

Dokładnie tak... Na zasadzie „co nas nie zabije, to nas wzmocni”, robimy swoje. Powiem więcej, mamy teraz rozwiązane ręce i możemy merytorycznie ustosunkowywać się do pomysłów Platformy Obywatelskiej. Wcześniej nie wypadało czasem punktować koalicjanta.

Czujecie się osamotnieni w walce?

Przeciwnie! Czujemy duże społeczne poparcie; odbieramy sygnały, że ludzie nam kibicują. Poza tym, zawirowania w Stowarzyszeniu z jednej strony otworzyły nam oczy, a z drugiej oczyściły sytuację. W nowym składzie, w którym zostały tylko osoby pewne, szykujemy się do wyborów. Chcemy skupiać wokół siebie nie tylko sympatyków Platformy Obywatelskiej, ale także lewej strony. Słowem, chcemy być pilskim „środkiem”.

O co będziecie grać w wyborach?

Głównie o jak największą ilość mandatów do Rady Powiatu oraz do rad gmin, bo zawsze nas to interesowało i otrzymywaliśmy tam dobre wyniki.

O walce o fotel prezydenta Piły myślicie także?

Dziś jeszcze za wcześnie, żeby o tym rozmawiać, ale temat jest otwarty.

Emocje po „rozwodzie” opadły? Jak ocenia pan aktualną sytuację w powiecie?

Powiem tak: Platforma robi wszystko, żeby temat wyciszyć, wręcz uznać, że nic się nie stało. Naszym zdaniem stało się jednak dużo. Ale nie obrażamy się na nikogo – co czasem próbuje nam się wmówić – i nadal deklarujemy merytoryczną współpracę dla dobra powiatu. A że nie klaszczemy już zawsze, gdy tego od nas oczekują, to już inna sprawa...